czwartek, 4 czerwca 2015

IV. Pobudka

Kiedy Patrick wszedł do domu, bez słowa poszedł do sypialni. Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach.
- Kochanie, coś się stało? - uniósł wzrok i zobaczył, że W drzwiach stoi Elisa i mu się przygląda.
- Nie... Tak... To znaczy... - westchnął ściągając kapelusz i okulary. Kiedy streszczał wydarzenia wieczoru, jego żona usiadła obok i przytuliła się do niego. Patrick przez cały czas na nią nie patrzył. - Nie wiem czemu, ale kiedy ją zobaczyłem, pomyślałem o Kevinie.
Powiedział jednocześnie spoglądając na Elisę, która całe czas przyglądała mu się zmartwiona.
Kevin był jego starszym bratem Patricka, który zginął kilka lat temu razem z całą rodziną. Mężczyzna już dawno o nim nie myślał, dlatego zdziwił się, że przypomniał sobie o tym właśnie teraz.
- Kochanie - z zamyślenia wyrwał go głos żony. - Spróbuj o tym zapomnieć, dobrze? Prześpij się. Odpocznij.
Mężczyzna skinął głową, ale się nie ruszył. Elisa westchnęła, pocałowała męża i wyszła. Patrick też w końcu wstał i poszedł do łazienki, gdzie spędził 15 długich minut pod prysznicem. Kiedy wyszedł Elisa już leżała w łóżku i chyba spała. Patrick jak najciszej położył się obok niej i też poszedł spać.
*
Następny dzień spędził w domu ze swoim synkiem. Pete dzwonił do niego parę razy, jednak on za każdym razem nie odbierał. Mimo, że bardzo starał się o tym nie myśleć, to co jakiś czas przyłapywał się na tym, że myśli o blondwłosej nastolatce. Cały czas dręczyły go również myśli o starszym bracie.
Wieczorem w końcu postanowił poszperać w starych zapiskach dotyczących śmierci Kevina. Po godzinie szukania znalazł to, na czym mu zależało.
***
-Kat? - dziewczyna podniosła się gwałtownie słysząc swoje przezwisko. Musiałą zasnąć, kiedy siedziała przy Sam. Popatrzyła na zegarek i zdziwiła się widząc, która godzina. Angie siedziała przy przyjaciółce od kiedy Pete i Patrick się z nią pożegnali. Cały czas miała nadzieję, że Sam zaraz się obudzi.
-Kitty, wszystko w porządku? - dziewczyna popatrzyła w stronę, z której dobiegał głos. Tylko jedna osoba mówiła na nią "Kitty" - Michael.
Jej chłopak stał w wejściu do sali szpitalnej z mieszaniną strachu i ulgi. Obserwowała jak podchodzi do niej i bierze ją w ramiona. Wtuliła się w jego pierś i poczuła znajomy zapach męskich perfum.
-Mike...
-Ciii... - uciszył ją, kiedy spróbowała coś powiedzieć. - Twoja mama dzwoniła do mnie i powiedziała, co się stało. Powiedziała też, że cały czas tu siedzisz.
Odsunął się kawałek, nie puszczając jej nawet na chwilę.
-Wszystko w porządku? - zapytał patrząc na nią uważnie.
- Tak - odpowiedziała patrząc swojemu chłopakowi prosto w oczy. - Chociaż... Nie, nie jest w porządku, bo... bo... Angie chciała jeszcze coś powiedzieć, ale zamiast tego wtuliła się spowrotem w Mikey'ego. Chłopak bez słowa odwzajemnił uścisk i pocałował ją w czubek głowy.
Stali tak kilka minut. A może to były sekundy? Kat ciężko było to stwierdzić, bo była tak zmęczona, że wręcz zasypiała na stojąco. Nie miała nawet siło zaprotestować, kiedy Michael wziął ją na ręce i położył na jednym z pustych łóżek.
-Mike, puść mnie - powiedziała, choć  doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że chłopak i tak jej nie posłucha. Tak jak się spodziewała, Mike nie zwracając uwagi na jej prośbę przykrył ją kołdrą i pocałował w czoło.
- Spij Kitty Kat, teraz ja popilnuję, żeby Sam nigdzie nie uciekła - dziewczyna uśmiechnęła się i wtuliła w poduszkę.
***
Chłopak westchnął siadając obok łóżka przyjaciółki. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, co powiedziała mu mama Kat.
Ostrożnie wziął Sam za rękę i popatrzył na twarz dziewczyny. Wyglądała tak spokojnie.
Nagle westchnęła na co Mike wyprostował się w krześle i czekał. Miał nadzieję, że Sam się obudzi, jednak ona tylko odwróciła głowę i spała dalej. Chłopak zastanawiał się, co jej się śniło.
*
Kiedy się obudził zorientował się, że cały czas trzyma rękę Sam. Popatrzył na nią i stwierdził, że nic się nie zmieniło. Mike delikatnie puścił rękę przyjaciółki i podszedł do łóżka, w którym spała Angie. Upewniwszy się, że dziewczyna ciągle śpi, chłopak wyszedł z sali i ruszył w kierunku wyjścia ze szpitala po drodze wybierając w telefonie numer mamy Kat.
-Dzień dobry pani Falls - powiedział kiedy kobieta odebrała.
-Cześć Mike - po głosie poznał, że mama jego dziewczyny jest nie wyspana. - Coś się stało?
-Nie nie - pospiesznie uspokoił swoją rozmówczynię. - Dzwonię, żeby zapytać czy mogłaby pani przygotować jakieś jedzenie dla mnie i dla Angie? Kupiłbym coś, ale ostatnio cierpię na chorobliwy brak kasy.
Mike usłyszał śmiech w słuchawce. Sam też się uśmiechał.
-Dobrze zrobię wam jakieś kanapki - powiedziała ze śmiechem pani Falls. - Rozumiem, że zaraz po to przyjdziesz?
***
-Mike?! - zawołała Kat, kiedy się obudziła, a chłopaka nigdzie nie było.
-Tu jestem kotek - odparł Michael wchodząc do pokoju. - Byłem u twojej mamy po trochę jedzonka.
Angie uśmiechnęła się i podeszła do bruneta.
-Kocham cię wiesz? - powiedziała i nie czekając na jego odpowiedź pocałowała go w usta. Całowali się tak dopóki nie przerwało im głośne westchnienie.
-Moglibyście obściskiwać się kiedy indziej?
Oboje natychmiast odsunęli się od siebie i z zaskoczeniem spojrzeli w stronę, z której słychać było zachrypnięty głos. Sam patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami.
~*~
Dobra w końcu jest. Wiem, powinnam to była dodać dwa miesiące temu, ale jakoś tak wyszło....
Jednak mam nadzieję, że i tak się podoba.
Jako, że zbliżają się wakacje, będę starała się dodawać coś częściej.
ENDŻOJ!