sobota, 7 marca 2015

III. Dom

- Boże - to jedyne, co zdołała wykrztusić z siebie Angie, po wysłuchaniu tego, co miał jej do powiedzenia Pete.
Ktoś zaatakował jej przyjaciółkę, ale dlaczego? Kat nie mieściło się to w głowie, tak samo jak to, że właśnie rozmawia z dwoma członkami FOBa.
- Przykro mi - usłyszała głos mężczyzny siedzącego po jej prawej stronie. Dziewczyna obserwowała chwilę jak Patrick ściąga swoje okulary i wyciera szkła.
- To jakiś cholerny koszmar - szepnęła jakby do siebie. - Takie rzeczy nie przytrafiają się ludziom takim jak Sam!!!
Kątem oka zauważyła, że brunet wyciąga w jej stronę swoją wytatuowaną rękę, w której trzymał chusteczkę. Dopiero teraz zorientowała się, że płacze. Podziękowała i otarła łzy. Uśmiechnęła się lekko wyobrażając sobie, jak musi wyglądać.
Całą trójka siedziała jakiś czas w milczeniu, które zakłócało tykanie ściennego zegara. Nagle Angie zerwała się gwałtownie z miejsca.
- Muszę zadzwonić do mojej mamy - wyjaśniła widząc pytające spojrzenia, którymi obrzucili ją obaj panowie.
Patrick lekko pokiwał głową na znak, ze rozumie i patrzył na dziewczynę, która odeszła kawałek dalej żeby zyskać odrobinę prywatności.
- Mamo... - nastolatka starała się brzmieć spokojnie, ale głos i tak jej się załamał. - Sam... jest tu.
- Kochanie, nic nie rób - usłyszała szybką odpowiedź. - Już idę.
Kiedy się rozłączyła, Kat znów zaczęła płakać. Jedną ręką otarła łzy jeszcze bardziej rozmazując, i tak już zniszczony, makijaż.
- Czemu nie zadzwonisz do jej rodziców? Oni chyba tez powinni wiedzieć.... - odwróciła się i napotkała utkwiony w niej uważny wzrok Pete'a.
- Ona nie... Ona nie ma rodziców - odparła po chwili wahania. - Brat się nią opiekuje, ale ten dupek nie przyjedzie, bo dla niego praca jest ważniejsza.
Przez twarz bruneta przemknął wyraz niedowierzania. Patrick słysząc to, zasępił się jeszcze bardziej. Nikt nie zdążył się jednak odezwać, bo w tym momencie pojawiła się obok nich kobieta, która bez słowa przytuliła Angie i zaczęła uspokajająco głaskać ją po głowie.
- Kotku, poczekaj tu, a ja spróbuję dowiedzieć się jakiś szczegółów.
Dziewczynka skinęła głową odsuwając się od matki. Czując na sobie czyjś wzrok odwróciła się i zobaczyła, że Patrick przygląda się jej z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Wciąż nie mogła uwierzyć, ze rozmawiała z chłopakami, których razem z Sam tak uwielbiają. Szkoda, że nie poznaliśmy się w innej sytuacji - pomyślała.
- Chyba nic tu po nas - odezwał się niespodziewanie Pete, wyrywając tym samym Kat z zamyślenia. Obaj mężczyźnie wstali i podeszli do niej.
- Tak - odparła niepewnie. - To znaczy... Chciałam powiedzieć... Dziękuję za to, że... uratowaliście moją Małą Mi.
Dziewczyna skrzywiła się, zdając sobie sprawę z tego, jak głupio to musiało zabrzmieć. Oni jednak zdawali się nie zwracać na to uwagi.
Blondyn nieznacznie skinął głową odwracając przy tym wzrok, a jego towarzysz milczał chwilę jakby się nad czymś zastanawiał. W końcu odezwał się lekko nie zdecydowanym głosem.
- Wiem, że to... - mówiąc to wykonał nieokreślony ruch ręką. - Wiem, że to nie nasza sprawa, ale... byłbym ci wdzięczny gdybyś dała nam znać, kiedy twoja przyjaciółka się obudzi.
To mówiąc podał zaskoczonej dziewczynie numer do Patricka. Dał by jej swój, ale jego telefon uległ zniszczeniu na ostatnim koncercie,a on jeszcze sobie nie załatwił nowego.
Przyjaciele pożegnali się z Angie i wyszli z budynku.
***
Obaj nie odzywali całą drogę, aż do domu Pete'a.
- Wejdziesz na chwilę? - zapytał kolegę, który nerwowo stukał palcami w kierownicę.
- Nie, dzięki.... Obiecałem Elisie, że będę w domu przed północą, więc... - odparł tamten. - Tylko nie mów, że jestem jak Kopciuszek!
Pete wyszczerzył się w odpowiedzi i wysiadł z samochodu.
- Wróciłem! - zawołał wchodząc do domu i starając się choć na chwilę zapomnieć o problemach.- Jest tu kto?
Ledwo zdążył zdjąć kurtkę i buty, kiedy usłyszał jak ktoś zbiega po schodach.
- Tatotatotao!!! - krzyczał Bronx biegnąc w jego stronę. - Muszę ci coś pokazać! Chodź szybko! No róż się!
Mężczyzna uśmiechnął się i pozwolił by mały ciągnął go po schodach.
- Znalazłem go dzisiaj - powiedział chłopczyk, kiedy weszli do jego pokoju. Pete nie od razu zrozumiał, o co mu chodzi. Dopiero po chwili zorientował się, że coś, co na początku wziął za jednego z pluszaków, tak na prawdę było żywym kociakiem. Małe zwierzątko na nich nieufnie.
- Możemy go zatrzymać? - spytał sześciolatek ciągnąc tatę za rękę. - Prooooszę.... Będę się nim opiekował i bawił i...
- Ej ej ej, chwileczkę - przerwał Bronxowi Pete. Podszedł do łóżka i wziął kotka na kolana. - Gdzie go znalazłeś?
- Jeśli myślisz, że go komuś ukradłem, to się mylisz - odparł chłopczyk siadając obok mężczyzny. - Znalazłem go u nas na podwórku.
Brunet lekko zdumiony spojrzał na syna.
- No nie wiem Bronx - powiedział po chwili. - Musiałbym to przedyskutować z Meagan.. właśnie, gdzie ona jest?
- Wzięła Sainta i poszła do cioci Elisy - odparł blondynek drapiąc kotka za uchem.
Pete podał mu zwierzątko, a sam wstał i strzepując sierść ze spodni przyglądał się swojemu małemu synkowi.
- Zostawiła cię samego?
- Tato.... - Bronx przewrócił oczami, co rozbawiło mężczyznę. - Mam już sześć lat. Umiem sobie sam poradzić.
Pete chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie ktoś wszedł do domu.
- Jest tu kto?! - dobiegł z dołu kobiecy głos.
- Na górze! - odkrzyknął brunet wychodząc z synem z pokoju.- Ty widziałaś tego kotka?
Meagan przestała na chwilę zajmować się Saintem i popatrzyła pytająco na mężczyznę.
- Jakiego kotka?
- Znalazłem kotka! - zawołał Bronx. - Możemy go zatrzymać? Proszę, powiedz, że możemy. Tata nie chce się zgodzić....
Dwoje dorosłych spojrzało na siebie z rozbawieniem. Pete prawie niedostrzegalnie skinął głową. Meagan popatrzyła na chłopca i uśmiechnęła się.
- Dobrze, ale najpierw muszę go zobaczyć i trzeba będzie go zabrać do weterynarza i...
Nie zdążyła dokończyć, bo w tym momencie malec podbiegł do niej i krzycząc, że jest super, przytulił się do niej.
Pete, który w tym czasie zajmował się drugim synem, przyglądał się tej scenie z uśmiechem.
- Dobra, Mowgli, czas spać - powiedział w końcu. Mały marudził jakiś czas, ale w końcu poszedł do pokoju.
Dorośli mogli w końcu spokojnie porozmawiać.Siedzieli oboje na kanapie w salonie i patrzyli na małego kotka, któremy bardzo podobało się nowe lokum, koło kominka.
- Kochanie, co się dzieje? - zapytała w pewnym momencie kobieta, widząc, że jej chłopak jest myślami gdzieś daleko. - Tylko nie mów, że nic, bo widzę.
Mężczyzna westchnął i opowiedział wszystko, co wydarzyło się tego wieczoru. Meagan słuchała tego z coraz większym wyrazem niedowierzania na twarzy, jednak nie przerwała Pete'owi ani razu.
- To straszne! - powiedziała kiedy już skończył opowiadać.
- No... - mruknął brunet.
Żadne z nich nie odzywało się przez dłuższy czas. Mężczyzna przytulił się do swojej dziewczyny szukając pocieszenia. Ta objęła go i zaczęła bawić się jego włosami.
Kiedy Meagan zorientowała się, że Pete zasnął, wstała ostrożnie i przykryła kocem, a sama poszła do sypialni.
~*~
No! Jest kolejny rozdział.
W następnym Sam powinna się obudzić (ups.... spojler)
Miłego czytania/czekania na kolejny rozdział :*