Patrick siedział chwilę, zastanawiając się, czy faktycznie zostawić kumpla samego. W końcu postanowił, że zostanie.Zamknął auto i szybkim krokiem ruszył za przyjacielem.
Kiedy wszedł do szpitala, zobaczył jak brunet rozmawia z recepcjonistką.
- I co? - zapytał podchodząc do niego.
- Nic - odparł mężczyzna. - Nie może mi udzielić żadnych informacji.
To powiedziawszy podszedł do krzeseł stojących blisko wejścia i opadł ciężko na jedno z nich.
W rękach cały czas trzymał pudełeczko ze swoim imieniem, które znalazł w torebce Sam, dziewczyny, którą uratował. Chciał je otworzyć i zobaczyć, co jest w środku. Czuł jednak, ze byłoby to nie w porządku wobec nastolatki. Cały czas zastanawiał się też, skąd jej twarz wydawała mu się znajoma.
Nagle sobie przypomniał. To przez nią musieli z Patrickiem szybciej wyjść z baru. Ona i jej koleżanka siedziały kilka stolików dalej cały czas się śmiały. Ta druga dziewczyna, co jakiś czas patrzyła w ich stronę. W pewnym momencie wstała i na cały bar krzyknęła coś w stylu "chłopaki z FOBa tu są". Jej koleżanka tylko pokręciła głową, pewne jej nie uwierzyła. Uśmiechnął się na wspomnienie tego. Wtedy oczywiście trochę się wkurzył, bo to miał być spokojny wieczór, a przez te dziewczyny wyszło jak zawsze.
- Pete - z rozmyślań wyrwał go głos kumpla.
- Cały czas myślę o tej dziewczynie - powiedział z westchnieniem. - Kurwa, ona ma dopiero 16 lat. !6 lat Patrick! A ten skurwiel ją zgwałcił.
Pete podniósł wzrok i napotkał zmartwione spojrzenie przyjaciela.
- Pete, wiesz, że nie możemy tak tego zostawić. Trzeba to zgłosić na policję, niech oni coś z tym zrobią.
Brunet zastanawiał się nad tym przez chwilę. Uświadomił sobie, że było to dość sensowne posunięcie, które jemu nie przyszło do głowy. Po chwili jednak coś do niego dotarło.
- Ale co im powiemy? - patrząc powątpiewająco na kolegę. - Ty nie widziałeś tego kolesia, a ja raczej mu się nie przyglądałem. Tak na dobrą sprawę jedyna osoba, która może cokolwiek o tym wszystkim powiedzieć, najpewniej jest nieprzytomna i wątpię, żeby to się szybko zmieniło.
O ile w ogóle się zmieni, przemknęło przez myśl blondynowi. Szybko odgonił od siebie tę myśl i po raz kolejny nerwowo poprawił swoją fedorę.
- No ale nie możemy tak siedzieć i nic nie robić - stwierdził siadając obok Pete'a.
- Na razie to jedyna sensowna rzecz jaka przychodzi mi do głowy, stary - odparł brunet z rezygnacją i na powrót pogrążył się we własnych myślach.
***
- Hej, tu Sam. Jeśli to ty Josh, to po prostu cię ignoruję. Tak czy inaczej zostaw wiadomość. Pip! - dwudziestolatek po raz kolejny rzucił telefonem, słysząc pocztę głosową siostry. Miała wrócić już dawno, a on, no cóż... martwił się. Takie zachowanie nie było w jej stylu. Po raz niewiadomo który przeszedł całe mieszkanie nerwowo drapiąc się za uchem. Czuł, że coś jest nie tak.
Pomimo niechęci, jaką darzyła go Sam, na pewno dałaby mu znać, że się spóźni.
W końcu postanowił zadzwonić do Angie, najlepszej przyjaciółki swojej młodszej siostry.
- Czego chcesz? - usłyszał dziewczęcy głos.
- Jest z tobą Mi? - zapytał starając się brzmieć obojętnie. Dziewczyna jednak wyczuła lekkie zdenerwowanie w głosie chłopaka, bo odezwała się trochę bardziej przyjaznym tonem.
- Nie, wyszłyśmy z baru jakieś półtorej godziny temu...
Josh zaklął. Sam powinna być w domu od co najmniej od pół godziny. Nagle przyszła mu do głowy myśl, która go przeraziła.
- Kat - rzucił do słuchawki. - Ja wiem, że to głupie, ale mogłabyś pójść i zapytać o nią w szpitalu. Mieszkasz niedaleko...
- Przyhamuj człowieku. To, że Sam się spóźnia, nie oznacza jeszcze, że coś jej się stało.
Brunet wiedział, że Angie mimo swoich słów też się denerwuje. Za dobrze ją znał.
- Poza szpitalem przychodzi mi do głowy jeszcze kostnica - odparł po chwili. - Idź sprawdź, proszę.
- Dobra, ale i tak uważam, że przesadzasz - powiedziała jego rozmówczyni. - I jesteś mi za to coś winien.
Josh mimowolnie się uśmiechnął. Ta dziewczyna była niemożliwa.
- Okay, dzięki... materialistko - to mówiąc rozłączył się i znów zaczął nerwowo chodzić po mieszkaniu.
***
Kiedy skończyła rozmawiać z bratem przyjaciółki, westchnęła i zaczęła wkładać buty.
- Gdzie idziesz? - usłyszała głos mamy dobiegający z kuchni. Przez chwilę chciała skłamać, że idzie do Michaela - swojego chłopaka. Stwierdziła jednak, że powie prawdę.
- Sam nie wróciła jeszcze do domu i Josh się martwi - zaczęła. - Ten wariat uważa, że coś mogło jej się stać, więc idę sprawdzić w szpitalu.
W drzwiach kuchennych od razu pojawiła się twarz jej mamy. Popatrzyła przez chwilę na córkę, ze zmarszczonym czołem, trawiąc to, co usłyszała.
- Dobra, ale masz mi natychmiast dać znać, jak Mi się znajdzie.
Kat tylko skinęła głową i już jej nie było. Szybkim krokiem przemierzyła podwórko prawie przewracając jakąś kobietę idącą chodnikiem. Rzuciła szybkie "przepraszam" i nie zważając na krzyki nieznajomej, popędziła w stronę szpitala.
Wchodząc do budynku, kątem oka zauważyła, ze dwóch mężczyzn spojrzało na nią, jednak ona kompletnie nie zwróciła na nich uwagi.
- Przepraszam zwróciła się do recepcjonistki. - Czy w ciągu ostatniej półtorej godziny nie została tu przyjęta szesnastoletnia Sam Depp? Jestem jej siostrą i trochę się martwię...
- Chwileczkę, już sprawdzam - odparła młoda kobieta, stukając po klawiaturze komputera. - Sam Depp... Tak jest u nas. Została przywieziona jakąś godzinę temu...
Angie przestała słuchać tego, co recepcjonistka do niej mówiła.
Sam była w szpitalu, ale to nie może być prawda.
Dziewczyna poczuła, że zaraz się przewróci, więc podeszła do krzeseł i usiadł na jednym jednocześnie wybierając numer Josha.
- I co? - usłyszała pełen napięcia głos. Poczuła jak łzy napływają jej do oczu.
- Tak jest tu - odparła po chwili. - Przyjedziesz?
Po drugiej stronie zapanowała cisza.
-Josh?
- Nie mogę... - nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Jeszcze bardziej zdenerwowało ją to, że nie usłyszała skruchy w głosie brata przyjaciółki. - Mam nocną zmianę, jestem już spóźniony, a szef mnie wywali jak nie przyjdę.
- Ty draniu! - syknęła do słuchawki. - Twoja siostra leży w szpitalu, a ty się martwisz tylko tym, że szef cię wywali z roboty?! Wiesz, Sam jednak miała rację, co do tego, że jesteś dupkiem.
Rozłączyła się, nieczekając na odpowiedź. Nerwowym ruchem chciała schować komórkę do kieszeni, ale ta wyślizgnęła jej się i poleciała kawałek dalej. Zaklęła pod nosem.
Wstała żeby podnieść telefon, ale ktoś ją uprzedził.
- Ty jesteś przyjaciółką tej dziewczyny, którą niedawno przywieźli.
Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie, co ją zdziwiło. Kiedy spojrzała na osobę, która trzymała jej komórkę, zaniemówiła z wrażenia. To niemożliwe! Krzyczało coś w jej głowie. To nie on.
- Tak - odparła starając się brzmieć w miarę spokojnie. - Wiesz, czemu Sam tu trafiła?
Pete Wentz, bo to on podszedł do Angie, patrzył na nią chwilę po czym westchnął.
- Lepiej usiądź. Mam ci trochę do opowiedzenia.
~*~
No więc oto jest!
Drugi rozdział, a w nim Angie i Josh!
Mam nadzieję, że się podoba.
Cały czas pracuję nad stronką, gdzie będzie wszystko o postaciach pojawiających się w tym ff.
ENDŻOJ!