czwartek, 4 czerwca 2015

IV. Pobudka

Kiedy Patrick wszedł do domu, bez słowa poszedł do sypialni. Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach.
- Kochanie, coś się stało? - uniósł wzrok i zobaczył, że W drzwiach stoi Elisa i mu się przygląda.
- Nie... Tak... To znaczy... - westchnął ściągając kapelusz i okulary. Kiedy streszczał wydarzenia wieczoru, jego żona usiadła obok i przytuliła się do niego. Patrick przez cały czas na nią nie patrzył. - Nie wiem czemu, ale kiedy ją zobaczyłem, pomyślałem o Kevinie.
Powiedział jednocześnie spoglądając na Elisę, która całe czas przyglądała mu się zmartwiona.
Kevin był jego starszym bratem Patricka, który zginął kilka lat temu razem z całą rodziną. Mężczyzna już dawno o nim nie myślał, dlatego zdziwił się, że przypomniał sobie o tym właśnie teraz.
- Kochanie - z zamyślenia wyrwał go głos żony. - Spróbuj o tym zapomnieć, dobrze? Prześpij się. Odpocznij.
Mężczyzna skinął głową, ale się nie ruszył. Elisa westchnęła, pocałowała męża i wyszła. Patrick też w końcu wstał i poszedł do łazienki, gdzie spędził 15 długich minut pod prysznicem. Kiedy wyszedł Elisa już leżała w łóżku i chyba spała. Patrick jak najciszej położył się obok niej i też poszedł spać.
*
Następny dzień spędził w domu ze swoim synkiem. Pete dzwonił do niego parę razy, jednak on za każdym razem nie odbierał. Mimo, że bardzo starał się o tym nie myśleć, to co jakiś czas przyłapywał się na tym, że myśli o blondwłosej nastolatce. Cały czas dręczyły go również myśli o starszym bracie.
Wieczorem w końcu postanowił poszperać w starych zapiskach dotyczących śmierci Kevina. Po godzinie szukania znalazł to, na czym mu zależało.
***
-Kat? - dziewczyna podniosła się gwałtownie słysząc swoje przezwisko. Musiałą zasnąć, kiedy siedziała przy Sam. Popatrzyła na zegarek i zdziwiła się widząc, która godzina. Angie siedziała przy przyjaciółce od kiedy Pete i Patrick się z nią pożegnali. Cały czas miała nadzieję, że Sam zaraz się obudzi.
-Kitty, wszystko w porządku? - dziewczyna popatrzyła w stronę, z której dobiegał głos. Tylko jedna osoba mówiła na nią "Kitty" - Michael.
Jej chłopak stał w wejściu do sali szpitalnej z mieszaniną strachu i ulgi. Obserwowała jak podchodzi do niej i bierze ją w ramiona. Wtuliła się w jego pierś i poczuła znajomy zapach męskich perfum.
-Mike...
-Ciii... - uciszył ją, kiedy spróbowała coś powiedzieć. - Twoja mama dzwoniła do mnie i powiedziała, co się stało. Powiedziała też, że cały czas tu siedzisz.
Odsunął się kawałek, nie puszczając jej nawet na chwilę.
-Wszystko w porządku? - zapytał patrząc na nią uważnie.
- Tak - odpowiedziała patrząc swojemu chłopakowi prosto w oczy. - Chociaż... Nie, nie jest w porządku, bo... bo... Angie chciała jeszcze coś powiedzieć, ale zamiast tego wtuliła się spowrotem w Mikey'ego. Chłopak bez słowa odwzajemnił uścisk i pocałował ją w czubek głowy.
Stali tak kilka minut. A może to były sekundy? Kat ciężko było to stwierdzić, bo była tak zmęczona, że wręcz zasypiała na stojąco. Nie miała nawet siło zaprotestować, kiedy Michael wziął ją na ręce i położył na jednym z pustych łóżek.
-Mike, puść mnie - powiedziała, choć  doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że chłopak i tak jej nie posłucha. Tak jak się spodziewała, Mike nie zwracając uwagi na jej prośbę przykrył ją kołdrą i pocałował w czoło.
- Spij Kitty Kat, teraz ja popilnuję, żeby Sam nigdzie nie uciekła - dziewczyna uśmiechnęła się i wtuliła w poduszkę.
***
Chłopak westchnął siadając obok łóżka przyjaciółki. Wciąż nie mógł uwierzyć w to, co powiedziała mu mama Kat.
Ostrożnie wziął Sam za rękę i popatrzył na twarz dziewczyny. Wyglądała tak spokojnie.
Nagle westchnęła na co Mike wyprostował się w krześle i czekał. Miał nadzieję, że Sam się obudzi, jednak ona tylko odwróciła głowę i spała dalej. Chłopak zastanawiał się, co jej się śniło.
*
Kiedy się obudził zorientował się, że cały czas trzyma rękę Sam. Popatrzył na nią i stwierdził, że nic się nie zmieniło. Mike delikatnie puścił rękę przyjaciółki i podszedł do łóżka, w którym spała Angie. Upewniwszy się, że dziewczyna ciągle śpi, chłopak wyszedł z sali i ruszył w kierunku wyjścia ze szpitala po drodze wybierając w telefonie numer mamy Kat.
-Dzień dobry pani Falls - powiedział kiedy kobieta odebrała.
-Cześć Mike - po głosie poznał, że mama jego dziewczyny jest nie wyspana. - Coś się stało?
-Nie nie - pospiesznie uspokoił swoją rozmówczynię. - Dzwonię, żeby zapytać czy mogłaby pani przygotować jakieś jedzenie dla mnie i dla Angie? Kupiłbym coś, ale ostatnio cierpię na chorobliwy brak kasy.
Mike usłyszał śmiech w słuchawce. Sam też się uśmiechał.
-Dobrze zrobię wam jakieś kanapki - powiedziała ze śmiechem pani Falls. - Rozumiem, że zaraz po to przyjdziesz?
***
-Mike?! - zawołała Kat, kiedy się obudziła, a chłopaka nigdzie nie było.
-Tu jestem kotek - odparł Michael wchodząc do pokoju. - Byłem u twojej mamy po trochę jedzonka.
Angie uśmiechnęła się i podeszła do bruneta.
-Kocham cię wiesz? - powiedziała i nie czekając na jego odpowiedź pocałowała go w usta. Całowali się tak dopóki nie przerwało im głośne westchnienie.
-Moglibyście obściskiwać się kiedy indziej?
Oboje natychmiast odsunęli się od siebie i z zaskoczeniem spojrzeli w stronę, z której słychać było zachrypnięty głos. Sam patrzyła na nich szeroko otwartymi oczami.
~*~
Dobra w końcu jest. Wiem, powinnam to była dodać dwa miesiące temu, ale jakoś tak wyszło....
Jednak mam nadzieję, że i tak się podoba.
Jako, że zbliżają się wakacje, będę starała się dodawać coś częściej.
ENDŻOJ!

sobota, 7 marca 2015

III. Dom

- Boże - to jedyne, co zdołała wykrztusić z siebie Angie, po wysłuchaniu tego, co miał jej do powiedzenia Pete.
Ktoś zaatakował jej przyjaciółkę, ale dlaczego? Kat nie mieściło się to w głowie, tak samo jak to, że właśnie rozmawia z dwoma członkami FOBa.
- Przykro mi - usłyszała głos mężczyzny siedzącego po jej prawej stronie. Dziewczyna obserwowała chwilę jak Patrick ściąga swoje okulary i wyciera szkła.
- To jakiś cholerny koszmar - szepnęła jakby do siebie. - Takie rzeczy nie przytrafiają się ludziom takim jak Sam!!!
Kątem oka zauważyła, że brunet wyciąga w jej stronę swoją wytatuowaną rękę, w której trzymał chusteczkę. Dopiero teraz zorientowała się, że płacze. Podziękowała i otarła łzy. Uśmiechnęła się lekko wyobrażając sobie, jak musi wyglądać.
Całą trójka siedziała jakiś czas w milczeniu, które zakłócało tykanie ściennego zegara. Nagle Angie zerwała się gwałtownie z miejsca.
- Muszę zadzwonić do mojej mamy - wyjaśniła widząc pytające spojrzenia, którymi obrzucili ją obaj panowie.
Patrick lekko pokiwał głową na znak, ze rozumie i patrzył na dziewczynę, która odeszła kawałek dalej żeby zyskać odrobinę prywatności.
- Mamo... - nastolatka starała się brzmieć spokojnie, ale głos i tak jej się załamał. - Sam... jest tu.
- Kochanie, nic nie rób - usłyszała szybką odpowiedź. - Już idę.
Kiedy się rozłączyła, Kat znów zaczęła płakać. Jedną ręką otarła łzy jeszcze bardziej rozmazując, i tak już zniszczony, makijaż.
- Czemu nie zadzwonisz do jej rodziców? Oni chyba tez powinni wiedzieć.... - odwróciła się i napotkała utkwiony w niej uważny wzrok Pete'a.
- Ona nie... Ona nie ma rodziców - odparła po chwili wahania. - Brat się nią opiekuje, ale ten dupek nie przyjedzie, bo dla niego praca jest ważniejsza.
Przez twarz bruneta przemknął wyraz niedowierzania. Patrick słysząc to, zasępił się jeszcze bardziej. Nikt nie zdążył się jednak odezwać, bo w tym momencie pojawiła się obok nich kobieta, która bez słowa przytuliła Angie i zaczęła uspokajająco głaskać ją po głowie.
- Kotku, poczekaj tu, a ja spróbuję dowiedzieć się jakiś szczegółów.
Dziewczynka skinęła głową odsuwając się od matki. Czując na sobie czyjś wzrok odwróciła się i zobaczyła, że Patrick przygląda się jej z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
Wciąż nie mogła uwierzyć, ze rozmawiała z chłopakami, których razem z Sam tak uwielbiają. Szkoda, że nie poznaliśmy się w innej sytuacji - pomyślała.
- Chyba nic tu po nas - odezwał się niespodziewanie Pete, wyrywając tym samym Kat z zamyślenia. Obaj mężczyźnie wstali i podeszli do niej.
- Tak - odparła niepewnie. - To znaczy... Chciałam powiedzieć... Dziękuję za to, że... uratowaliście moją Małą Mi.
Dziewczyna skrzywiła się, zdając sobie sprawę z tego, jak głupio to musiało zabrzmieć. Oni jednak zdawali się nie zwracać na to uwagi.
Blondyn nieznacznie skinął głową odwracając przy tym wzrok, a jego towarzysz milczał chwilę jakby się nad czymś zastanawiał. W końcu odezwał się lekko nie zdecydowanym głosem.
- Wiem, że to... - mówiąc to wykonał nieokreślony ruch ręką. - Wiem, że to nie nasza sprawa, ale... byłbym ci wdzięczny gdybyś dała nam znać, kiedy twoja przyjaciółka się obudzi.
To mówiąc podał zaskoczonej dziewczynie numer do Patricka. Dał by jej swój, ale jego telefon uległ zniszczeniu na ostatnim koncercie,a on jeszcze sobie nie załatwił nowego.
Przyjaciele pożegnali się z Angie i wyszli z budynku.
***
Obaj nie odzywali całą drogę, aż do domu Pete'a.
- Wejdziesz na chwilę? - zapytał kolegę, który nerwowo stukał palcami w kierownicę.
- Nie, dzięki.... Obiecałem Elisie, że będę w domu przed północą, więc... - odparł tamten. - Tylko nie mów, że jestem jak Kopciuszek!
Pete wyszczerzył się w odpowiedzi i wysiadł z samochodu.
- Wróciłem! - zawołał wchodząc do domu i starając się choć na chwilę zapomnieć o problemach.- Jest tu kto?
Ledwo zdążył zdjąć kurtkę i buty, kiedy usłyszał jak ktoś zbiega po schodach.
- Tatotatotao!!! - krzyczał Bronx biegnąc w jego stronę. - Muszę ci coś pokazać! Chodź szybko! No róż się!
Mężczyzna uśmiechnął się i pozwolił by mały ciągnął go po schodach.
- Znalazłem go dzisiaj - powiedział chłopczyk, kiedy weszli do jego pokoju. Pete nie od razu zrozumiał, o co mu chodzi. Dopiero po chwili zorientował się, że coś, co na początku wziął za jednego z pluszaków, tak na prawdę było żywym kociakiem. Małe zwierzątko na nich nieufnie.
- Możemy go zatrzymać? - spytał sześciolatek ciągnąc tatę za rękę. - Prooooszę.... Będę się nim opiekował i bawił i...
- Ej ej ej, chwileczkę - przerwał Bronxowi Pete. Podszedł do łóżka i wziął kotka na kolana. - Gdzie go znalazłeś?
- Jeśli myślisz, że go komuś ukradłem, to się mylisz - odparł chłopczyk siadając obok mężczyzny. - Znalazłem go u nas na podwórku.
Brunet lekko zdumiony spojrzał na syna.
- No nie wiem Bronx - powiedział po chwili. - Musiałbym to przedyskutować z Meagan.. właśnie, gdzie ona jest?
- Wzięła Sainta i poszła do cioci Elisy - odparł blondynek drapiąc kotka za uchem.
Pete podał mu zwierzątko, a sam wstał i strzepując sierść ze spodni przyglądał się swojemu małemu synkowi.
- Zostawiła cię samego?
- Tato.... - Bronx przewrócił oczami, co rozbawiło mężczyznę. - Mam już sześć lat. Umiem sobie sam poradzić.
Pete chciał coś jeszcze powiedzieć, ale w tym momencie ktoś wszedł do domu.
- Jest tu kto?! - dobiegł z dołu kobiecy głos.
- Na górze! - odkrzyknął brunet wychodząc z synem z pokoju.- Ty widziałaś tego kotka?
Meagan przestała na chwilę zajmować się Saintem i popatrzyła pytająco na mężczyznę.
- Jakiego kotka?
- Znalazłem kotka! - zawołał Bronx. - Możemy go zatrzymać? Proszę, powiedz, że możemy. Tata nie chce się zgodzić....
Dwoje dorosłych spojrzało na siebie z rozbawieniem. Pete prawie niedostrzegalnie skinął głową. Meagan popatrzyła na chłopca i uśmiechnęła się.
- Dobrze, ale najpierw muszę go zobaczyć i trzeba będzie go zabrać do weterynarza i...
Nie zdążyła dokończyć, bo w tym momencie malec podbiegł do niej i krzycząc, że jest super, przytulił się do niej.
Pete, który w tym czasie zajmował się drugim synem, przyglądał się tej scenie z uśmiechem.
- Dobra, Mowgli, czas spać - powiedział w końcu. Mały marudził jakiś czas, ale w końcu poszedł do pokoju.
Dorośli mogli w końcu spokojnie porozmawiać.Siedzieli oboje na kanapie w salonie i patrzyli na małego kotka, któremy bardzo podobało się nowe lokum, koło kominka.
- Kochanie, co się dzieje? - zapytała w pewnym momencie kobieta, widząc, że jej chłopak jest myślami gdzieś daleko. - Tylko nie mów, że nic, bo widzę.
Mężczyzna westchnął i opowiedział wszystko, co wydarzyło się tego wieczoru. Meagan słuchała tego z coraz większym wyrazem niedowierzania na twarzy, jednak nie przerwała Pete'owi ani razu.
- To straszne! - powiedziała kiedy już skończył opowiadać.
- No... - mruknął brunet.
Żadne z nich nie odzywało się przez dłuższy czas. Mężczyzna przytulił się do swojej dziewczyny szukając pocieszenia. Ta objęła go i zaczęła bawić się jego włosami.
Kiedy Meagan zorientowała się, że Pete zasnął, wstała ostrożnie i przykryła kocem, a sama poszła do sypialni.
~*~
No! Jest kolejny rozdział.
W następnym Sam powinna się obudzić (ups.... spojler)
Miłego czytania/czekania na kolejny rozdział :*

niedziela, 8 lutego 2015

II. Szpital

Całą drogę siedzieli w milczeniu. Patrick, co jakiś czas zerkał na przyjaciela, który patrzył przed siebie zamyślony. Kiedy dojechali pod szpital, Pete bez słowa wysiadł z samochodu i poszedł do budynku.
Patrick siedział chwilę, zastanawiając się, czy faktycznie zostawić kumpla samego. W końcu postanowił, że zostanie.Zamknął auto i szybkim krokiem ruszył za przyjacielem.
Kiedy wszedł do szpitala, zobaczył jak brunet rozmawia z recepcjonistką.
- I co? - zapytał podchodząc do niego.
- Nic - odparł mężczyzna. - Nie może mi udzielić żadnych informacji.
To powiedziawszy podszedł do krzeseł stojących blisko wejścia i opadł ciężko na jedno z nich.
W rękach cały czas trzymał pudełeczko ze swoim imieniem, które znalazł w torebce Sam, dziewczyny, którą uratował. Chciał je otworzyć i zobaczyć, co jest w środku. Czuł jednak, ze byłoby to nie w porządku wobec nastolatki. Cały czas zastanawiał się też, skąd jej twarz wydawała mu się znajoma.
Nagle sobie przypomniał. To przez nią musieli z Patrickiem szybciej wyjść z baru. Ona i jej koleżanka siedziały kilka stolików dalej cały czas się śmiały. Ta druga dziewczyna, co jakiś czas patrzyła w ich stronę. W pewnym momencie wstała i na cały bar krzyknęła coś w stylu "chłopaki z FOBa tu są". Jej koleżanka tylko pokręciła głową, pewne jej nie uwierzyła. Uśmiechnął się na wspomnienie tego. Wtedy oczywiście trochę się wkurzył, bo to miał być spokojny wieczór, a przez te dziewczyny wyszło jak zawsze.
- Pete - z rozmyślań wyrwał go głos kumpla.
- Cały czas myślę o tej dziewczynie - powiedział z westchnieniem. - Kurwa, ona ma dopiero 16 lat. !6 lat Patrick! A ten skurwiel ją zgwałcił.
Pete podniósł wzrok i napotkał zmartwione spojrzenie przyjaciela.
- Pete, wiesz, że nie możemy tak tego zostawić. Trzeba to zgłosić na policję, niech oni coś z tym zrobią.
Brunet zastanawiał się nad tym przez chwilę. Uświadomił sobie, że było to dość sensowne posunięcie, które jemu nie przyszło do głowy. Po chwili jednak coś do niego dotarło.
- Ale co im powiemy? - patrząc powątpiewająco na kolegę. - Ty nie widziałeś tego kolesia, a ja raczej mu się nie przyglądałem. Tak na dobrą sprawę jedyna osoba, która może cokolwiek o tym wszystkim powiedzieć, najpewniej jest nieprzytomna i wątpię, żeby to się szybko zmieniło.
O ile w ogóle się zmieni, przemknęło przez myśl blondynowi. Szybko odgonił od siebie tę myśl i po raz kolejny nerwowo poprawił swoją fedorę.
- No ale nie możemy tak siedzieć i nic nie robić - stwierdził siadając obok Pete'a.
- Na razie to jedyna sensowna rzecz jaka przychodzi mi do głowy, stary - odparł brunet z rezygnacją i na powrót pogrążył się we własnych myślach.
***
- Hej, tu Sam. Jeśli to ty Josh, to po prostu cię ignoruję. Tak czy inaczej zostaw wiadomość. Pip! - dwudziestolatek po raz kolejny rzucił telefonem, słysząc pocztę głosową siostry. Miała wrócić już dawno, a on, no cóż... martwił się. Takie zachowanie nie było w jej stylu. Po raz niewiadomo który przeszedł całe mieszkanie nerwowo drapiąc się za uchem. Czuł, że coś jest nie tak.
Pomimo niechęci, jaką darzyła go Sam, na pewno dałaby mu znać, że się spóźni.
W końcu postanowił zadzwonić do Angie, najlepszej przyjaciółki swojej młodszej siostry.
- Czego chcesz? - usłyszał dziewczęcy głos.
- Jest z tobą Mi? - zapytał starając się brzmieć obojętnie. Dziewczyna jednak wyczuła lekkie zdenerwowanie w głosie chłopaka, bo odezwała się trochę bardziej przyjaznym tonem.
- Nie, wyszłyśmy z baru jakieś półtorej godziny temu...
Josh zaklął. Sam powinna być  w domu od co najmniej od pół godziny. Nagle przyszła mu do głowy myśl, która go przeraziła.
- Kat - rzucił do słuchawki. - Ja wiem, że to głupie, ale mogłabyś pójść i zapytać o nią w szpitalu. Mieszkasz niedaleko...
- Przyhamuj człowieku. To, że Sam się spóźnia, nie oznacza jeszcze, że coś jej się stało.
Brunet wiedział, że Angie mimo swoich słów też się denerwuje. Za dobrze ją znał.
- Poza szpitalem przychodzi mi do głowy jeszcze kostnica - odparł po chwili. - Idź sprawdź, proszę.
- Dobra, ale i tak uważam, że przesadzasz - powiedziała jego rozmówczyni. - I jesteś mi za to coś winien.
Josh mimowolnie się uśmiechnął. Ta dziewczyna była niemożliwa.
- Okay, dzięki... materialistko - to mówiąc rozłączył się i znów zaczął nerwowo chodzić po mieszkaniu.
***
Kiedy skończyła rozmawiać z bratem przyjaciółki, westchnęła i zaczęła wkładać buty.
- Gdzie idziesz? - usłyszała głos mamy dobiegający z kuchni. Przez chwilę chciała skłamać, że idzie do Michaela - swojego chłopaka. Stwierdziła jednak, że powie prawdę.
- Sam nie wróciła jeszcze do domu i Josh się martwi - zaczęła. - Ten wariat uważa, że coś mogło jej się stać, więc idę sprawdzić w szpitalu.
W drzwiach kuchennych od razu pojawiła się twarz jej mamy. Popatrzyła przez chwilę na córkę, ze zmarszczonym czołem, trawiąc to, co usłyszała.
- Dobra, ale masz mi natychmiast dać znać, jak Mi się znajdzie.
Kat tylko skinęła głową i już jej nie było. Szybkim krokiem przemierzyła podwórko prawie przewracając jakąś kobietę idącą chodnikiem. Rzuciła szybkie "przepraszam" i nie zważając na krzyki nieznajomej, popędziła w stronę szpitala.
Wchodząc do budynku, kątem oka zauważyła, ze dwóch mężczyzn spojrzało na nią, jednak ona kompletnie nie zwróciła na nich uwagi.
- Przepraszam zwróciła się do recepcjonistki. - Czy w ciągu ostatniej półtorej godziny nie została tu przyjęta szesnastoletnia Sam Depp? Jestem jej siostrą i trochę się martwię...
- Chwileczkę, już sprawdzam - odparła młoda kobieta, stukając po klawiaturze komputera. - Sam Depp... Tak jest u nas. Została przywieziona jakąś godzinę temu...
Angie przestała słuchać tego, co recepcjonistka do niej mówiła.
Sam była w szpitalu, ale to nie może być prawda.
Dziewczyna poczuła, że zaraz się przewróci, więc podeszła do krzeseł i usiadł na jednym jednocześnie wybierając numer Josha.
- I co? - usłyszała pełen napięcia głos. Poczuła jak łzy napływają jej do oczu.
- Tak jest tu - odparła po chwili. - Przyjedziesz?
Po drugiej stronie zapanowała cisza.
-Josh?
- Nie mogę... - nie spodziewała się takiej odpowiedzi. Jeszcze bardziej zdenerwowało ją to, że nie usłyszała skruchy w głosie brata przyjaciółki. - Mam nocną zmianę, jestem już spóźniony, a szef mnie wywali jak nie przyjdę.
- Ty draniu! - syknęła do słuchawki. - Twoja siostra leży w szpitalu, a ty się martwisz tylko tym, że szef cię wywali z roboty?! Wiesz, Sam jednak miała rację, co do tego, że jesteś dupkiem.
Rozłączyła się, nieczekając na odpowiedź. Nerwowym ruchem chciała schować komórkę do kieszeni, ale ta wyślizgnęła jej się i poleciała kawałek dalej. Zaklęła pod nosem.
Wstała żeby podnieść telefon, ale ktoś ją uprzedził.
- Ty jesteś przyjaciółką tej dziewczyny, którą niedawno przywieźli.
Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie, co ją zdziwiło. Kiedy spojrzała na osobę, która trzymała jej komórkę, zaniemówiła z wrażenia. To niemożliwe! Krzyczało coś w jej głowie. To nie on.
- Tak - odparła starając się brzmieć w miarę spokojnie. - Wiesz, czemu Sam tu trafiła?
Pete Wentz, bo to on podszedł do Angie, patrzył na nią chwilę po czym westchnął.
- Lepiej usiądź. Mam ci trochę do opowiedzenia.
~*~
No więc oto jest!
Drugi rozdział, a w nim Angie i Josh!
Mam nadzieję, że się podoba.
Cały czas pracuję nad stronką, gdzie będzie wszystko o postaciach pojawiających się w tym ff.
 ENDŻOJ!

czwartek, 29 stycznia 2015

I. Początek



Był późny letni wieczór. Sam wracała z knajpki, w której razem z koleżanką niechcący narobiły sporo zamieszania.
Teraz śpieszyła się do domu, bo miała jeszcze dużo do zrobienia. Musiała się przygotować na przyjęcie urodzinowych gości. Postanowiła skrócić nieco drogę i przejść przez jedną z ciemnych uliczek, które zwykle omijała szerokim łukiem. Była już w połowie, kiedy tuż za sobą usłyszała odgłos zbliżających się kroków. Nim zdążyła jakoś zareagować, para silnych rąk złapała ją w pasie i pociągnęła bardziej w cień.
Chciała krzyczeć, ale w tym samym momencie napastnik zasłonił jej usta.
- Siedź cicho, albo cię zabiję - usłyszała groźny szept i poczuła ciepły, cuchnący oddech na policzku. Próbowała się wyrwać, ale on był silniejszy. Popchnął ją na ścianę budynku tak mocno, że dziewczyna uderzyła głową o mur. Nagle Sam zobaczyła błysk ostrza w lewej ręce mężczyzny.
Wstrzymała oddech. Chciała krzyczeć, ale nie mogła wydobyć z siebie głosu. Typ podszedł do niej z przerażającym uśmiechem, patrząc na jej piersi. Podniósł swój nóż i szybkim ruchem rozciął sukienkę, która opadła na ziemię.
Dziewczyna wzięła się w garść i teraz gorączkowo myślała, jak uciec od tego człowieka. Bandzior przysunął się jeszcze bardziej tak, że ich ciała niemal się stykały. Przerażona blondynka instynktownie kopnęła mężczyznę w krocze.
- Ty suko - syknął cofając się. Widząc, że jego ofiara chce uciec, zamachnął się nożem i trafił ją w lewe udo.
Sam krzyknęła opadając na kolana i łapiąc się za zranioną nogę. Łzy napłynęły jej do oczu tak, że nie widziała, co się dzieje. Ból był potworny.
Mężczyzna wyprostował się, splunął na ziemię i podszedł do klęczącej dziewczyny i wyszarpnął nóż z jej nogi. Szarpnął ją tak mocno za włosy, że kiedy ją puścił, garść włosów została mu w ręce. Sam za wszelką cenę starała się nie krzyczeć. Łzy, które do tej pory hamowała, popłynęły po jej policzkach rozmazując delikatny makijaż.
- Tam jest moja torebka, weź ją. Tylko mnie zostaw, proszę - powiedziała płaczliwym tonem. Głowa bolała w miejscu, gdzie uderzyła się o ścianę. Noga paliła żywym ogniem, a z rany cały czas leciała krew. - Proszę.
 W odpowiedzi usłyszała śmiech. Bandzior pchnął ją na ziemię.
- Nie chcę twojej pieprzonej torebki - warknął. - Chcę ciebie, dziwko.
To mówiąc rozpiął rozporek i usiadł okrakiem na leżącej dziewczynie. Sam zdjęta paniką zaczęła się wiercić, co wywołało jedynie większy ból w udzie. Mężczyzna jakby w ogóle nie zwracał na to uwagi.
Sprawnie zdarł blondynce majtki i wszedł w nią pewnym ruchem. Krzyk, który wydobył się z gardła nastolatki, poniósł się echem po całej uliczce. Zdenerwowany gwałciciel zasłonił jej usta ręką, nie przestając poruszać się rytmicznie w przód i w tył. Sam zamknęła oczy z rezygnacją, a kilka kolejnych łez po jej twarzy.
Nagle u wylotu uliczki dało się słyszeć szybko zbliżające się kroki. Dziewczyna gwałtownie otworzyła oczy i jeszcze raz, desperacko spróbowała się uwolnić. Udało jej się tak przekręcić głowę, że mogła krzyknąć. Okazało się to jednak nie potrzebne.
W tym samym momencie poczuła jak ciężar, który ją przygniatał, zelżał, a ona znów mogła swobodnie oddychać. Próbowała wstać, ale ból, jaki poczuła skutecznie jej to uniemożliwił. Starała się dostrzec cokolwiek w mroku, ale jedynie słyszała odgłosy walki. Po jakimś czasie wszystko ucichło. Jedynym dźwiękiem, jaki Sam słyszała, był jej płytki, przyśpieszony oddech.  W pewnym momencie usłyszała, że ktoś się do niej zbliża.
Przekonana, że to wraca jej napastnik, ponownie spróbowała się podnieść, jednak jej ciało znów odmówiło posłuszeństwa.
- Ej ej ej, spokojnie. Nie ruszaj się - usłyszała opanowany męski głos. Poczuła jak jego ręka delikatnie przytrzymuje ją w miejscu. - Nie bój się. Nic ci nie zrobię.
W jej polu widzenia pojawiła się jakaś twarz, ale przez ciemność nie mogła dostrzec żadnych szczegółów.
Po chwili usłyszała kolejne kroki, ale tym razem nawet się nie poruszyła, czując ogarniającą ją senność. Ktoś, kto właśnie przyszedł, wciągnął głośno powietrze i zaklął pod nosem.
Dwaj mężczyźni rozmawiali ze sobą chwilę, ale Sam nie potrafiła się skupić na tym, o czym mówili.
Ostatnim, co przemknęło jej przez głowę, było to, że głosy tych mężczyzn wydawały się znajome. Potem ogarnęła ją ciemność.
***
- Ty nie jesteś normalny! - Stwierdził ze śmiechem pewien blondyn podając koledze kurtkę.
- Też odnoszę czasem takie wrażenie - odparł brunet, który przed chwilą zeskoczył z metrowego murka jakby to był krawężnik.
Mężczyźni zaczęli się śmiać tak, że przechodnie patrzyli na nich ze zdumieniem, co tylko bardziej ich rozśmieszyło. Właśnie wracali z baru, w którym postanowili uczcić początek weekendu, a z którego musieli się ulotnić szybciej niż planowali.
Szli teraz w stronę niewielkiego skrzyżowania, koło którego zostawili auto. Rozmawiali o planach na sobotę.
- Stary, daj mi poprowadzić - poprosił brunet, kiedy stanęli przed samochodem. Kumpel popatrzył na niego jak na wariata.
- Chyba cię powaliło chłopie - powiedział poprawiając swój kapelusz. - Wiesz, że to nie mój wóz. Poza tym, wypiłeś więcej ode mnie, więc tym bardziej nie możesz prowadzić.
Ten prychnął tylko w odpowiedzi, ale bez gadania usiadł na miejscu pasażera. Zanim zamknął drzwi, zdawało mu się, że słyszy krzyk dobiegający z bocznej uliczki. Widząc jednak, iż jego przyjaciel nic nie słyszał, zamknął drzwi wzruszając ramionami.
Zanim ruszyli do mężczyzny w kapeluszu zadzwonił telefon. Brunet tylko wywrócił oczami i zaczął szukać, w schowku, jakiejś fajnej płyty, której mogliby słuchać podczas jazdy.
Nagle usłyszeli głośny krzyk, w którym słychać było ból i rozpacz. Blondyn rzucił do słuchawki szybkie "zaraz oddzwonię" i rozłączył się patrząc jak jego kolega sięga do drzwi.
- Ej koleś, co ty robisz?
- Jak to:, co? Wysiadam - odparł brunet i nie zwracając uwagi na protesty kolegi pobiegł w kierunku, z którego słychać było krzyk.
Mniej więcej w połowie uliczki zobaczył scenę, którą zapamięta chyba do końca życia. Patrzył przez chwilę jak jakiś facet, mniej więcej w jego wieku, wykorzystuje dziewczynę młodszą od siebie, o co najmniej dwadzieścia lat. Podszedł szybko i z szarpnął mężczyznę z dziewczynki, która natychmiast zaczerpnęła powietrza jakby od tego zależało jej życie. Pewnie zresztą tak było.
Gwałciciel wyrwał się brunetowi i zamachnął ręką. Ten był jednak przygotowany i sprawnie uniknął ciosu. W końcu ciemnowłosy facet uderzył swojego przeciwnika tak, że ten padł na ziemię.
Brunet przyglądał mu się chwilę, jakby upewniając się, czy oddycha. W końcu podszedł do dziewczyny, która słysząc, że się zbliża, panicznie spróbowała się podnieść, jednak najwyraźniej nie miała wystarczająco siły.
- Ej ej ej, spokojnie. Nie ruszaj się - powiedział klękając koło niej. Mimo ciemności zauważył, że miała na sobie jedynie, a z uda leciał krew. - Nie bój się. Nic ci nie zrobię.
Dziewczyna wyglądała na 15 - 16 lat i patrzyła na niego przerażona. Jej twarz, mokra od łez i z rozmytym makijażem, wydała mu się znajoma. Nie mógł sobie jednak przypomnieć, gdzie ją wcześniej widział.
Nagle usłyszał zbliżające się kroki. Wstał i odwrócił się do nadchodzącego człowieka.
- Boże, Pat.... - Westchnął widząc swojego przyjaciela. - Ale mnie przestraszyłeś.
- Ja cię wystraszyłem?! - Wybuchnął blondyn. - Człowieku! Myślałem, że coś ci się stało! Czy ty myślisz, chociaż odro...
Mężczyzna przerwał, dopiero teraz zauważając dziewczynę, która w tym samym momencie, a jej głowa przechyliła się bezwładnie w prawo.
Brunet patrzył jak jego kolega klęka obok nieruchomego ciała i sprawdza tętno.
- Pat, ty masz telefon. Zadzwonisz po karetkę?
- Pewnie, już dzwonię - odparł blondyn i odszedł kawałek dalej.
Brunet w tym czasie znalazł rozciętą sukienkę i przykrył nią dziewczynę. Kawałek dalej leżała torebka. Z lekkim zdumieniem zauważył, że jak na damską torebkę, miała wyjątkowo mało dziewczęcą zawartość. W końcu znalazł jakąś legitymację. Dziewczyna nazywała się Sam Depp i od dzisiaj miała 16 lat. Zaklął pod nosem.
Pogotowie przyjechało po około dziesięciu minutach. Mężczyźni pomogli ratownikom wnieść dziewczynę do karetki. Brunet podał im torebkę dziewczynki i zamknął drzwi. Dwaj przyjaciele patrzyli w milczeniu jak samochód odjeżdża na sygnale.
- To gdzie jedziemy? - Zapytał blondyn nerwowo poprawiając swoją fedorę.*
- Podwieź mnie do szpitala, a potem możesz jechać do domu - odparł brunet wsiadając do auta kolegi i patrząc na coś, co trzymał w rękach.
Jego kolega domyślił się, że musiało to należeć do tej nastolatki, kiedy zobaczył kilka pięknie napisanych słów:
Dla
Pete'a Wentza
-
Najlepszego Rockowego 
Basisty



~*~
No więc witam na nowym blogu!!!
Będzie to fan fiction o zespole, który kocham - Fall Out Boy
Wątpię w to, że będę posty dodawać regularnie, ale będę się starać.
Mam nadzieję, że opowiadanie się Wam spodoba... ENDŻOJ!
*FEDORA TO KAPELUSZ, ŻEBY NIE BYŁO!!!