Był późny letni wieczór. Sam wracała z knajpki, w której razem z koleżanką niechcący narobiły sporo zamieszania.
Teraz śpieszyła się do domu, bo miała jeszcze dużo do zrobienia. Musiała się przygotować na przyjęcie urodzinowych gości. Postanowiła skrócić nieco drogę i przejść przez jedną z ciemnych uliczek, które zwykle omijała szerokim łukiem. Była już w połowie, kiedy tuż za sobą usłyszała odgłos zbliżających się kroków. Nim zdążyła jakoś zareagować, para silnych rąk złapała ją w pasie i pociągnęła bardziej w cień.
Chciała krzyczeć, ale w tym samym momencie napastnik zasłonił jej usta.
- Siedź cicho, albo cię zabiję - usłyszała groźny szept i poczuła ciepły, cuchnący oddech na policzku. Próbowała się wyrwać, ale on był silniejszy. Popchnął ją na ścianę budynku tak mocno, że dziewczyna uderzyła głową o mur. Nagle Sam zobaczyła błysk ostrza w lewej ręce mężczyzny.
Wstrzymała oddech. Chciała krzyczeć, ale nie mogła wydobyć z siebie głosu. Typ podszedł do niej z przerażającym uśmiechem, patrząc na jej piersi. Podniósł swój nóż i szybkim ruchem rozciął sukienkę, która opadła na ziemię.
Dziewczyna wzięła się w garść i teraz gorączkowo myślała, jak uciec od tego człowieka. Bandzior przysunął się jeszcze bardziej tak, że ich ciała niemal się stykały. Przerażona blondynka instynktownie kopnęła mężczyznę w krocze.
- Ty suko - syknął cofając się. Widząc, że jego ofiara chce uciec, zamachnął się nożem i trafił ją w lewe udo.
Sam krzyknęła opadając na kolana i łapiąc się za zranioną nogę. Łzy napłynęły jej do oczu tak, że nie widziała, co się dzieje. Ból był potworny.
Mężczyzna wyprostował się, splunął na ziemię i podszedł do klęczącej dziewczyny i wyszarpnął nóż z jej nogi. Szarpnął ją tak mocno za włosy, że kiedy ją puścił, garść włosów została mu w ręce. Sam za wszelką cenę starała się nie krzyczeć. Łzy, które do tej pory hamowała, popłynęły po jej policzkach rozmazując delikatny makijaż.
- Tam jest moja torebka, weź ją. Tylko mnie zostaw, proszę - powiedziała płaczliwym tonem. Głowa bolała w miejscu, gdzie uderzyła się o ścianę. Noga paliła żywym ogniem, a z rany cały czas leciała krew. - Proszę.
W odpowiedzi usłyszała śmiech. Bandzior pchnął ją na ziemię.
- Nie chcę twojej pieprzonej torebki - warknął. - Chcę ciebie, dziwko.
To mówiąc rozpiął rozporek i usiadł okrakiem na leżącej dziewczynie. Sam zdjęta paniką zaczęła się wiercić, co wywołało jedynie większy ból w udzie. Mężczyzna jakby w ogóle nie zwracał na to uwagi.
Sprawnie zdarł blondynce majtki i wszedł w nią pewnym ruchem. Krzyk, który wydobył się z gardła nastolatki, poniósł się echem po całej uliczce. Zdenerwowany gwałciciel zasłonił jej usta ręką, nie przestając poruszać się rytmicznie w przód i w tył. Sam zamknęła oczy z rezygnacją, a kilka kolejnych łez po jej twarzy.
Nagle u wylotu uliczki dało się słyszeć szybko zbliżające się kroki. Dziewczyna gwałtownie otworzyła oczy i jeszcze raz, desperacko spróbowała się uwolnić. Udało jej się tak przekręcić głowę, że mogła krzyknąć. Okazało się to jednak nie potrzebne.
W tym samym momencie poczuła jak ciężar, który ją przygniatał, zelżał, a ona znów mogła swobodnie oddychać. Próbowała wstać, ale ból, jaki poczuła skutecznie jej to uniemożliwił. Starała się dostrzec cokolwiek w mroku, ale jedynie słyszała odgłosy walki. Po jakimś czasie wszystko ucichło. Jedynym dźwiękiem, jaki Sam słyszała, był jej płytki, przyśpieszony oddech. W pewnym momencie usłyszała, że ktoś się do niej zbliża.
Przekonana, że to wraca jej napastnik, ponownie spróbowała się podnieść, jednak jej ciało znów odmówiło posłuszeństwa.
- Ej ej ej, spokojnie. Nie ruszaj się - usłyszała opanowany męski głos. Poczuła jak jego ręka delikatnie przytrzymuje ją w miejscu. - Nie bój się. Nic ci nie zrobię.
W jej polu widzenia pojawiła się jakaś twarz, ale przez ciemność nie mogła dostrzec żadnych szczegółów.
Po chwili usłyszała kolejne kroki, ale tym razem nawet się nie poruszyła, czując ogarniającą ją senność. Ktoś, kto właśnie przyszedł, wciągnął głośno powietrze i zaklął pod nosem.
Dwaj mężczyźni rozmawiali ze sobą chwilę, ale Sam nie potrafiła się skupić na tym, o czym mówili.
Ostatnim, co przemknęło jej przez głowę, było to, że głosy tych mężczyzn wydawały się znajome. Potem ogarnęła ją ciemność.
***
- Ty nie jesteś normalny! - Stwierdził ze śmiechem pewien blondyn podając
koledze kurtkę.- Też odnoszę czasem takie wrażenie - odparł brunet, który przed chwilą zeskoczył z metrowego murka jakby to był krawężnik.
Mężczyźni zaczęli się śmiać tak, że przechodnie patrzyli na nich ze zdumieniem, co tylko bardziej ich rozśmieszyło. Właśnie wracali z baru, w którym postanowili uczcić początek weekendu, a z którego musieli się ulotnić szybciej niż planowali.
Szli teraz w stronę niewielkiego skrzyżowania, koło którego zostawili auto. Rozmawiali o planach na sobotę.
- Stary, daj mi poprowadzić - poprosił brunet, kiedy stanęli przed samochodem. Kumpel popatrzył na niego jak na wariata.
- Chyba cię powaliło chłopie - powiedział poprawiając swój kapelusz. - Wiesz, że to nie mój wóz. Poza tym, wypiłeś więcej ode mnie, więc tym bardziej nie możesz prowadzić.
Ten prychnął tylko w odpowiedzi, ale bez gadania usiadł na miejscu pasażera. Zanim zamknął drzwi, zdawało mu się, że słyszy krzyk dobiegający z bocznej uliczki. Widząc jednak, iż jego przyjaciel nic nie słyszał, zamknął drzwi wzruszając ramionami.
Zanim ruszyli do mężczyzny w kapeluszu zadzwonił telefon. Brunet tylko wywrócił oczami i zaczął szukać, w schowku, jakiejś fajnej płyty, której mogliby słuchać podczas jazdy.
Nagle usłyszeli głośny krzyk, w którym słychać było ból i rozpacz. Blondyn rzucił do słuchawki szybkie "zaraz oddzwonię" i rozłączył się patrząc jak jego kolega sięga do drzwi.
- Ej koleś, co ty robisz?
- Jak to:, co? Wysiadam - odparł brunet i nie zwracając uwagi na protesty kolegi pobiegł w kierunku, z którego słychać było krzyk.
Mniej więcej w połowie uliczki zobaczył scenę, którą zapamięta chyba do końca życia. Patrzył przez chwilę jak jakiś facet, mniej więcej w jego wieku, wykorzystuje dziewczynę młodszą od siebie, o co najmniej dwadzieścia lat. Podszedł szybko i z szarpnął mężczyznę z dziewczynki, która natychmiast zaczerpnęła powietrza jakby od tego zależało jej życie. Pewnie zresztą tak było.
Gwałciciel wyrwał się brunetowi i zamachnął ręką. Ten był jednak przygotowany i sprawnie uniknął ciosu. W końcu ciemnowłosy facet uderzył swojego przeciwnika tak, że ten padł na ziemię.
Brunet przyglądał mu się chwilę, jakby upewniając się, czy oddycha. W końcu podszedł do dziewczyny, która słysząc, że się zbliża, panicznie spróbowała się podnieść, jednak najwyraźniej nie miała wystarczająco siły.
- Ej ej ej, spokojnie. Nie ruszaj się - powiedział klękając koło niej. Mimo ciemności zauważył, że miała na sobie jedynie, a z uda leciał krew. - Nie bój się. Nic ci nie zrobię.
Dziewczyna wyglądała na 15 - 16 lat i patrzyła na niego przerażona. Jej twarz, mokra od łez i z rozmytym makijażem, wydała mu się znajoma. Nie mógł sobie jednak przypomnieć, gdzie ją wcześniej widział.
Nagle usłyszał zbliżające się kroki. Wstał i odwrócił się do nadchodzącego człowieka.
- Boże, Pat.... - Westchnął widząc swojego przyjaciela. - Ale mnie przestraszyłeś.
- Ja cię wystraszyłem?! - Wybuchnął blondyn. - Człowieku! Myślałem, że coś ci się stało! Czy ty myślisz, chociaż odro...
Mężczyzna przerwał, dopiero teraz zauważając dziewczynę, która w tym samym momencie, a jej głowa przechyliła się bezwładnie w prawo.
Brunet patrzył jak jego kolega klęka obok nieruchomego ciała i sprawdza tętno.
- Pat, ty masz telefon. Zadzwonisz po karetkę?
- Pewnie, już dzwonię - odparł blondyn i odszedł kawałek dalej.
Brunet w tym czasie znalazł rozciętą sukienkę i przykrył nią dziewczynę. Kawałek dalej leżała torebka. Z lekkim zdumieniem zauważył, że jak na damską torebkę, miała wyjątkowo mało dziewczęcą zawartość. W końcu znalazł jakąś legitymację. Dziewczyna nazywała się Sam Depp i od dzisiaj miała 16 lat. Zaklął pod nosem.
Pogotowie przyjechało po około dziesięciu minutach. Mężczyźni pomogli ratownikom wnieść dziewczynę do karetki. Brunet podał im torebkę dziewczynki i zamknął drzwi. Dwaj przyjaciele patrzyli w milczeniu jak samochód odjeżdża na sygnale.
- To gdzie jedziemy? - Zapytał blondyn nerwowo poprawiając swoją fedorę.*
- Podwieź mnie do szpitala, a potem możesz jechać do domu - odparł brunet wsiadając do auta kolegi i patrząc na coś, co trzymał w rękach.
Jego kolega domyślił się, że musiało to należeć do tej nastolatki, kiedy zobaczył kilka pięknie napisanych słów:
Dla
Pete'a Wentza
-
Najlepszego Rockowego
Basisty
~*~
No więc witam na nowym blogu!!!
Będzie to fan fiction o zespole, który kocham - Fall Out Boy
Wątpię w to, że będę posty dodawać regularnie, ale będę się starać.
Mam nadzieję, że opowiadanie się Wam spodoba... ENDŻOJ!
*FEDORA TO KAPELUSZ, ŻEBY NIE BYŁO!!!
*FEDORA TO KAPELUSZ, ŻEBY NIE BYŁO!!!
*BOŻE, TY SIĘ KURWA CIESZ, ŻE JA TO CZYTAŁAM WCZEŚNIEJ, BO ŻEŚ DUPO NAROBIŁA LITERÓWEK I POZAPOMINAŁAŚ O SŁOWACH NIEKTÓRYCH!!!!* - powiedziała twoja bff polonistka :p
OdpowiedzUsuńA tak ogólnie, to bardzo mi się podoba, gratulacje! :D
Czekam na nn... :D
Buziaki :*
hahhahahahhahahahhahahahha okay :D
UsuńJutro w takim razie to poprawię :P
KC :*